Recenzje

Krokiecik

P. Bikont / R. Makłowicz - Listy pieczętowane sosem 01/02

Wciąż najlepsze jedzenie w całej okolicy Domów Centrum, choć to (...) bar samoobsługowy z tradycjami ponad dziesięcioletnimi. Ceny ujmująco przystępne. W niedługim, ale atrakcyjnym jadłospisie sporo elementów węgierskich, jak: zupy bogracz i paloc, rosół węgierski czy doskonały paprykarz z kurczaka. Jest polski chłodnik i pyszny kurczak po chińsku. Jednak mój ulubiony zestaw to barszcz czerwony, któryś z popisowych krokietów (z kapustą lub z pieczarkami), a na deser niezrównane zimne naleśniki z jabłkami, gruszkami, malinami, jeżynami, truskawkami albo wersja "super" - wszystkiego po trochę.

Pora na późnego krokiecika

Przegląd gastronomiczny 08/2001

Anna Tron właścicielka przytulnego baru Krokiecik, wpisanego z górą 20 lat w pejzaż warszawskiej małej gastronomii uważa, że do jej lokalu goście "śniadaniowi" zaglądają stosunkowo rzadko, mimo że tuż po godzinie 7 dostępne jest świeże pieczywo przywożone wprost z piekarni. Jeśli trafi się tak wczesny gość, poleca mu na śniadanie tradycyjną jajecznicę na maśle, kiełbasie, szynce, ze szczypiorkiem. Do tego mocna kawa z ekspresu, na pobudzenie. Największy ruch zaczyna się w porze drugiego śniadania, nazwanego - lunchem. Dużą popularnością cieszą się wtedy naleśniki (z owocami, z czekoladą) czy 6 rodzajów krokietów (m. in. z pieczarkami, szpinakiem, serem białym wraz z ziołami). Ponieważ ceny w Krokieciku są przyjazne gościom o niezbyt pękatej kieszeni, więc łatwo tu spotkać studentów, młodych biznesmenów na dorobku czy urzędników państwowych niższej rangi. - Chcieliśmy stworzyć lokal ciepły, niekrępujący, bezpretensjonalny, gdzie można zjeść coś smacznego, niekoniecznie w pośpiechu, niekoniecznie na ulicy - mówi pani Anna. Należący do niej Grill Bar Zgoda po przeciwnej stronie ulicy zaprasza na późniejsze zestawy śniadaniowe. Dopiero od godz. 10 oferuje omlety wszelkiej maści z dżemem, szynką, czekoladą lub... według fantazji gościa. Panowie okolicznych biur często zamawiają na pierwszy posiłek - kiełbaski z grilla.

Krokiecik

Stołeczne stoły

Bar samoobsługowy, niezrównane miejsce na szybki i tani posiłek. Najlepsze jedzenie w całej okolicy Domów Centrum. Lecę tam jak mucha do miodu, staję w samoobsługowej kolejce i przeżywam wciąż te same dylematy: co wybrać, czy raczej - z czego zrezygnować? Tak, czy inaczej zawsze wiem, że wyjdę objedzony jak bąk i szczęśliwy jak ptak.
Zgodnie z treścią szyldu firmowym daniem są krokiety zapieczone na chrupko, zgrabne i pojemne rulony z cienkich naleśników, nadziewane pyszną kapustą, albo duszonymi pieczarkami z cebulą (w żadnym stopniu nie przypominającymi farszu do sławetnych "hot dogów z pieczarkami", którymi niegdyś mdlił nas i truł PRL).
Do krokieta (albo i bez niego) radzę filiżankę wyśmienitego czerwonego barszczu. Po lekkim dosoleniu u dopieprzeniu jest jednym z lepszych w Stolicy. Wielkim powodzeniem wśród bywalców cieszy się tutejszy chłodnik. Na miano specialite de la maison zasługuje też paloc, pyszna zupa węgierska na wołowym mięsie, z ziemniakami, fasolką szparagową, papryką i śmietaną. Kolejny hit "Krokiecika" to naleśniki z owocami na słodko, które można potraktować zarówno jako danie główne, jak i pałaszować na deser. Na porcję składają się dwa zimne złożone placuszki, obłożone - w zależności od naszego wyboru - jabłkami, gruszkami, truskawkami, jeżynami, jagodami lub owocami tropikalnymi oraz dodatkowo bitą śmietaną i czekoladą; dla rozpustników wersja "super", czyli wszystko na raz po trochu. Mój największy zachwyt budzą nieodmiennie tutejsze gruszki konserwowane tak, że są trochę jak w kompocie, ale niezupełnie. W dziedzinie dań tak zwanych głównych, wybieramy przede wszystkim spośród wariacji na temat piersi kurczaka. Jest ragout, paprykarz i inne, ale ja zdecydowanie preferuję kurczacze mięso na sposób chiński, rozdrobnione i podsmażone w oleju w raz z pokrojonymi w słupki jarzynkami - seler, marchewka, cebula - i podlane sosem sojowym; podawane, oczywiście, z ryżem. Świetne są tu także surówki - biała kapusta, modra kapusta, pomidor, surowy kalafior lub kombinacja wszystkich. Polewamy je sami - wedle uznania - jednym z trzech gęstych, dobrych sosów (winegretowy, śmietanowy, czosnkowy).
Wnętrze po remontach stało się wygodniejsze, jest czysto, w bufecie wprowadzono beczkowe piwo. Nie jest to, rzecz jasna, lokal na towarzyskie biesiady ani romantyczne wieczory - to samoobsługowy bar szybkiej obsługi w centrum ruchliwego miasta. Ale jaki!

Sympatyczny Krokiecik

Trybuna, 17-18 października 2001

Bar Krokiecik to samoobsługowa jadłodajnia, w której naprawdę smaczne dania kosztują od 7 do 17 zł, a karafeczka stołowego wina 18 zł. Lokal jest sympatyczny, a w karcie ponad 30 stałych potraw plus "przeboje dnia". Cieszy wiele potraw wegetariańskich i słodziutkich naleśników.
Inwencja kulinarna idzie tu w parze z literacką: z przyjemnością zjadłem potrawę fantazyjnie nazwaną gulaszem podhalańskim, gdzie do wołowiny dodano śliwki tworząc dobry sosik pokrywający idealnie ugotowaną na sypko gryczaną kaszę. Wyważona smakowo mieszanka duszonych warzyw z bakłażanami nie zwała się na wyrost ratatouillem, chociaż miała jego rangę. Podczas kolejnej wizyty nie rozczarowała mnie inna wersja gulaszu: węgierskiego bograczu ze smakowitymi, domowej roboty zacierkami. Kto już bograczem się znudził, miał do wyboru siostrzaną pożywną zupę paloc, zaprawianą dla odmiany śmietaną. Tradycyjny strogonow - aczkolwiek nie z polędwicy - trafia z przekonaniem do podniebienia, a leczo z ryżem przypomina naddunajski oryginał. (...)

Pyszota w przelocie

Gazeta wyborcza, 13 październik 1995, Warszawa na podniebieniu - Piotr Bikont poleca

Nowego miejsca, w nowym dodatku "Gazety" i z nowym podtytułem nie potrafię uczcić lepiej, niż pochwałą jednej z moich najulubieńszych jadłodajni - Krokiecika. Właśnie opis tego baru przy ul. Zgoda zainaugurował cztery lata temu mój cykl recenzji restauracyjnych pod winietą "Jadłem w ...".
Wystarczy, żebym znalazł się gdziekolwiek w rozległym rejonie Śródmieścia między Domami Centrum i Nowym Światem, a od razu zaczynam odczuwać gdzieś w środku charakterystyczne ssanie. Coś ciągnie mnie, kusi, woła, czuję się jak człowiek z blachy, przechodzący obok gigantycznego magnesu.
(...)W tym nieustannie zmieniającym się świecie tak niewiele jest rzeczy dobrych i zarazem trwałych. Dotyczy to w szczególności lokali, które swoje dobre dni przeżywają zazwyczaj krótko, a potem już karmią nas tylko wspomnieniami. Tym fantastyczniejszy jest przypadek Krokiecika, który dobrą passę zaczął jeszcze w poprzednim dziesięcioleciu (zatem i w zaprzeszłej epoce) i kontynuuje ją najspokojniej do dziś z tendencją lekko, lecz nieustannie zwyżkującą.

Agata Żelazowska - Większy krokiecik

Gazeta wyborcza - stołeczna 16 sierpnia 2001

Bar Krokiecik w kamienicy przy ul. Zgoda to warszawska legenda. W latach 80 jedyne w Warszawie miejsce z daniami wyśmienitymi (głównie krokietami) i tanimi (na kieszeń licealną i studencką). Trzeba tu było wpaść przy okazji wizyt w sklepach na Chmielnej (wówczas Rutkowskiego) albo spacerów po Nowym Świecie. Krokiecik był samoobsługowy, ale nawet w latach wcielonego bareizmu nie miał w sobie obciachu barów mlecznych. Dlatego zawsze trudno było tu znaleźć wolny stolik. W latach 90 w menu pojawiły się nowe dania. Wyremontowano salę, w lunchowej porze zaroiło się od białych kołnierzyków. W godzinach szczytu coraz trudniej było o wolny stolik. I oto od niedawna Krokiecik jest już dużym krokietem - ma dwie nowe sale odziedziczone po odeszłym w niebyt sklepie, urządzone w innym, niż stara sala, ikeowskim stylu.
Zmienił się też bar - są teraz w nim dwie kasy i przeszklona lada z podgrzewanym makaronem i mięsami. Ale krokiety wciąż czekają z tyłu w dużych metalowych piecach. O dziwo, sal i miejsc więcej, a tłum wciąż taki sam i wciąż trudno tu znaleźć miejsce.